Domowy Kościół

Dni Skupienia DK – Farnières (maj 2018)

W dniach 19-21 maja, już po raz piąty w weekend Zesłania Ducha Św., odbyły się w Farnières (Belgia) dni skupienia Domowego Kościoła z krajów BeNeLux. Przyjechały 24 pary małżeńskie. Nasze spotkanie prowadziły dwie pary z Tarnowskich Gór – Ania i Rafał Blazy oraz Ela i Staszek Dragon – oraz ks. Tomasz Rak, także z Tarnowskich Gór. Temat brzmiał „Być dzieckiem Bożym w charyzmacie Ruchu Światło-Życie”.

Był to dla wszystkich czas zatrzymania się pośród biegu dnia codziennego, ale przede wszystkim czas umocnienia duchowego. W czasie tych dni prowadzący małżonkowie przybliżali nam temat Boga Ojca i charyzmat naszego Ruchu. A ks. Tomasz uświadamiał nam, jak bardzo Bóg nas kocha i jak rozpoznawać wolę Bożą w naszym życiu. Te 3 dni przepełnione były dużymi porcjami modlitwy: wspólnotowej, uwielbienia i brewiarzowej. Każdy miał osobiście okazję spotkać się ze Słowem Bożym w czasie Namiotu Spotkania. Było też spotkanie małżonków w dialogu małżeńskim i spotkania w grupach. Była też okazja pospacerować całymi rodzinami po okolicznych przepięknych lasach lub piknikować na terenach okalających ośrodek Don Bosco w Farnières. A podczas pogodnych wieczorów integrowali się wszyscy – mali i duzi – przy wspólnej zabawie, tańcach i konkursach.

Podsumowaniem naszych dni skupienia była Godzina Świadectw, gdzie dzieliliśmy się pierwszymi owocami tych dni. Jestem przekonana, że Słowo Boże zasiane w naszych sercach i to wszystko, co wspólnie przeżyliśmy, usłyszeliśmy i zobaczyliśmy, będzie jeszcze pracowało w naszych sercach przez długi czas i wyda owoc obfity. O czym przekonamy się, mam nadzieję, na kolejnych podobnych spotkaniach, które już są planowane.

Bardzo Was zachęcam do przeczytania poniżej dwóch pięknych świadectw uczestników tych dni skupienia – Justyny z Brukseli i Jarka z Luksemburga.

Agnieszka (Trier/Luksemburg)

Świadectwo

Jesteśmy małżeństwem od 21 lat i należymy do Domowego Kościoła od 6 lat. Od paru lat uczestniczymy w trzydniowych dniach skupieniach na Zesłanie Ducha Świętego, które organizują dla małżeństw z Domowego Kościoła (i nie tylko) Agnieszka i Szymon. Co roku chętnie przyjeżdżamy, bo zawsze coś dobrego wynosimy dla naszego małżeństwa i rodziny.

Tematem tegorocznych dni skupienia był Bóg Ojciec (nasz Tatuś Niebieski). Prowadzącymi były dwie pary małżonków: Ania – Rafał i Elżbieta – Staszek oraz ksiądz Tomasz, z diecezji gliwickiej.

Nie miałam fajnego dzieciństwa. Mój ziemski tato nie stronił od alkoholu i przez to były często w domu spięcia, nigdy też nie czułam się doceniana przez moich rodziców. W okresie nastoletnim sama wiedziałam, że trzeba chodzić w niedzielę do kościoła, bo w przyjaźni z Bogiem życie jest łatwiejsze. Modliłam się o dobrego męża, którego Pan Bóg rzeczywiście postawił na mojej drodze. Od jakiegoś czasu dziękuję Bogu za męża i nasze dzieci.

Mój tato ziemski powtarzał mi często – będziesz miała swoje dzieci, to zobaczysz – teraz widzę, że wychowanie nastoletnich dzieci nie jest takie łatwe, jak sobie wcześniej wyobrażamy. Także często wspominam słowa mojego dziadka, który powiedział mi kiedyś, że jaki by najgorszy nie był ojciec, ale to jednak ojciec. Wiem, że moim rodzice byli narzędziem do stworzenia mnie, ale wiem też, że to mój Niebieski Tatuś mnie ukształtował i stworzył. Kilka lat temu wybaczyłam swojemu ziemskiemu ojcu i choć nie da się wszystkiego zapomnieć, to po wybaczeniu mu jestem wolnym człowiekiem i czuję ulgę na duszy.

Na dniach skupienia była modlitwa uwielbienia, dziękczynienia, adorowaliśmy też Przenajświętszy Sakrament w otwartym tabernakulum – we dwoje, jako mąż i żona trzymając się za ręce. Ksiądz położył na nas ręce i modlił się za nas do Ducha Świętego, a potem mogliśmy się przytulić do księdza, czując w nim miłość Niebieskiego Taty.

Te trzy dni skupienia utwierdziły mnie jeszcze bardziej, że trzeba wybaczać ludziom, którzy nas skrzywdzili i dziękować za wszystko naszemu Tatusiowi w niebie.

Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie.

Z Panem Bogiem!

Justyna (Bruksela)

Świadectwo

Kilka dni upłynęło od czasu spotkania rekolekcyjnego, a słowa Bóg Ojciec, Tato, Tatuś nadal dźwięczą w mych uszach i sercu. Myślami wracam do dni, godzin i minut spędzonych w gronie ludzi, których zgromadził w jednym miejscu – On. Jak inaczej nazwać fakt, że każdy z nas z własnej woli pojawił się w miejscu spotkania? To Bóg Ojciec poprzez Ducha Świętego natchnął nas, abyśmy spędzili ten czas z nim z pragnienia poznania go jeszcze bardziej.

Nie byłem świadomy jaki będzie temat przewodni rekolekcji. Po poznaniu go („Być dzieckiem Boga w charyzmacie Ruchu Światło – Życie”), pomyślałem… to jest ten „Szef”, ten najważniejszy co syna swego dla naszego zbawienia zesłał; znam go już, cóż więcej o nim mogę się jeszcze dowiedzieć? Jakże się myliłem. Dla mnie utożsamieniem ojca zawsze był mój ojciec ziemski i choć wiele razy słyszałem określenie ojciec, tato odnoszące się do Boga to nigdy nie przeżywałem tego w sposób jaki to miało miejsce podczas rekolekcji. Tam słysząc osoby mówiące słowo tatuś, określające Boga, czułem się na początku trochę nieswojo. Jak wspomniałem słowo to w moim życiu zawsze było zarezerwowane dla mojego ziemskiego taty. Próbowałem rozważać co ze mną nie tak? Czemu to słowo w pierwszym skojarzeniu pasuje mi tylko do określenia mojego taty?

Z moim ziemskim tatą zawsze byłem blisko i choć wychowywał mnie z ograniczonym udziałem uczuć (po prostu był i jest rzeczowym, konkretnym facetem) to kocham go. Zawsze się z nim dogadam… z reguły w ciągu 1 i 2 minut, dyskutując tylko na temat bez zbędnych słów. Tak mnie wychował i dogadujemy się. W miarę przebiegu rekolekcji poznałem, że nie każdy miał taki komfort i posiada dobre kontakty ze swoim ziemskim ojcem. Wtedy zacząłem się zastanawiać i myśleć… chwila, przecież Bóg nas stworzył; od niego się wszystko zaczęło. Czemu więc tak trudno mi nazwać go tatusiem? Czy blokuje mnie to, że jestem facetem? Czy ja nie potrafię? Czy boję się,
że nazywając Boga tatusiem, osłabię znaczenie tego słowa w stosunku do mojego ziemskiego ojca?

Wiele pytań urodziło się w mojej głowie, wiele z nich pewnie bym nie wypowiedział na głos. Myślałem jak to pogodzić? To znaczy, nazywanie ich obu tatusiami? Wtedy postanowiłem szukać
odpowiedzi w miejscu najbardziej odpowiednim – w Piśmie Świętym. Otworzyłem Księgę Rodzaju i zacząłem czytać. Powróciłem do słów, które wielokrotnie w życiu słyszałem. Tych o stworzeniu świata, zwierząt, roślin i ludzi, ale których nie rozważałem nigdy tak głęboko jak teraz. Stwierdziłem, przecież to takie proste: Oni obaj są moimi ojcami, jeden z nich jest bardziej fizyczny, materialny przez co łatwiej mi go zobrazować i nazwać, drugi zaś jest tym duchowym, od którego wszyscy pochodzimy. Czemu więc nie miałbym się przełamać i obu ich nazywać tatusiami? Przecież to On i dzięki Niemu zaistniał mój ziemski ojciec, więc Bóg ma prawo dostać ode mnie
przywilej nazywania go Tatusiem!

Wrócę jeszcze do słów, które wspomniałem podczas „Godziny Świadectw”, a które bardzo utkwiły w mej pamięci. „Wyryłem Cię na obu dłoniach” – tak krótki wers a tak silny wyrazem. To on, Bóg Ojciec mówi do nas – jego dzieci. Wyryłem! Nie zapisałem, nie zapamiętałem, co może mieć ulotną formę archiwizacji, ale właśnie „wyryłem”. Dla mnie znaczy to coś silnego, utwierdzonego mocno i nie podatnego na zapomnienie czy zagubienie. „Wyryłem na obu dłoniach” – zadawałem sobie pytanie czemu na dłoniach? Pierwszym skojarzeniem było dla mnie to, jak będąc dzieckiem czy
nastolatkiem często zapisywałem na rękach szybką listę zakupów. Później pomyślałem, przecież fotografowie często używają rąk do ustawienia poprawnej ekspozycji i balansu bieli. To proste! Ręce zawsze mamy przy sobie, a mając na nich informacje nigdy nie będziemy musieli jej długo szukać. Jakże to silna metafora dla określenia, iż Bóg o nas zawsze pamięta, pomyślałem. Teraz, kilka dni po rekolekcjach, zacząłem się nad tym zastanawiać jeszcze głębiej i zadałem sobie pytanie. Ale czemu na obu dłoniach? Czy jedna by nie wystarczyła? Wtedy pomyślałem: Jeśli mam
moje obie dłonie czymś zajęte to skupiam się całym sobą na tej czynności i nie rozpraszam swoje uwagi. Obie ręce odebrałem więc jako przesłanie, że Bóg pamiętając o mnie i mając obie ręce zajęte informacjami o mnie w danym momencie skupia się właśnie na mnie. To tylko moje własne
tłumaczenie. Nie wiem, czy jest tym jedynym, ale ono do mnie przemawia. Te właśnie słowa, moje ich zrozumienie podczas przeżytych rekolekcji, pozwalają mi teraz nazywać Boga moim Tatusiem i współdzielić je z określeniem mojego ziemskiego ojca.

Pragnę jeszcze nawiązać do mojej drugiej wypowiedzi podczas „Godziny Świadectw”. Mam tutaj na myśli część konferencji księdza. Jak mówiłem, moją uwagę zwróciły słowa o podejmowaniu decyzji w chwilach niepewności. W życiu zawsze staram się podejmować decyzje zgodne ze sobą samym i dobre dla moich bliskich, szczególnie rodziny. Jednakże, nigdy nie zastanawiałem się głębiej nad genezą problemów, z którymi się spotykam. Po prostu myślałem: jest problem czy też decyzja do podjęcia. Do tej pory podjęcie wyboru rozważałem w myślach, a w przypadku poważniejszych decyzji, zapisywałem wszystkie za i przeciw, następnie analizowałem co może się stać i jakie jest tego prawdopodobieństwo na końcu, decydowałem czy jestem gotowy takie czy inne ryzyko podjąć. Do tej pory moje życiowe decyzje uważam za słuszne. Mam szczęśliwą rodzinę, zdrowe dzieci; mi i mojej żonie również zdrowie dopisuje. Jesteśmy w miarę stabilni finansowo, a jednak czegoś nadal szukamy. Modlimy się, chodzimy do kościoła – tak zostaliśmy wychowani, ale również szukamy czegoś więcej. Kto tym kieruje? Kto na nas wpływa? Kto nam pomaga podejmować decyzje o uczestnictwie w rekolekcjach? Znajomi? Może trochę. Chęć spędzenia czasu w pięknym miejscu? Chęć poznania osób nam podobnych? Zapewne. Ale nadal się zastanawiałem. Przecież Bóg dał nam własną wolę! Wszystkie wyżej wymienione powody mogą odnosić się do spędzenia czasu niekoniecznie z Bogiem. Można przecież jechać z przyjaciółmi na długi weekend w piękne miejsce i spotkać tam osoby, z którymi nawiążemy kontakt. Jednak czegoś mi brakowało – Jego. I tu odpowiedziałem sobie – to musi być On: Duch Święty. To on mnie natchnął, spowodował, że nie próbowałem znaleźć alternatywy dla minionych rekolekcji. To ten, o którym uczyłem się w szkole, który jest wszędzie, którego nie łatwo jest spersonalizować.

I właśnie o tej personalizacji jeszcze kilka słów chciałbym powiedzieć. Wiele razy czy to na rekolekcjach, czy podczas katechezy Duch Święty był obrazowany jako powiew wiatru, tchnienie. Coś co można odczuć fizycznie. Rzeczy fizyczne łatwiej człowiekowi przeżyć, zrozumieć. Czemu? Bo mają kształt, kolor, zapach. Można je dotknąć, opisać. Mogą być małe lub duże. Można by wypisać wiele przymiotników. W swoim życiu Ducha Świętego postrzegałem jako tego, który wpływa na mnie bezpośrednio, to znaczy jest On i ja bez udziału osób trzecich. Po tych rekolekcjach jednak otworzyłem się na nowe jego możliwości działania. Mam tu na myśli moją żonę. To ona daje mi siłę i zawsze mam w niej wsparcie. To ona pierwsza zaproponowała, abyśmy przeżyli rekolekcje kolejny raz. Myślę, że to właśnie Duch Święty, wiedząc jak ją kocham wpłynął na mnie poprzez nią i zaprosił mnie kolejny raz abym zbliżył się do Boga.

Wiele innych pytań i wątpliwości zapewne zrodzi się w mojej głowie po czasie rekolekcyjnym. Mam nadzieję, że znajdę w sobie siłę, by szukać na nie odpowiedzi. Wierzę, że Bóg Ojciec we współpracy z Duchem Świętym i Synem Bożym, tak mną będą kierowali, bym nie zboczył ze ścieżki, którą zacząłem i pozwala mi nią kroczyć razem z moją rodziną.

Jarek (Luksemburg)

Świadectwo

W maju tego roku uczestniczyliśmy wspólnie z żoną w rekolekcjach formacyjnych Domowego Kościoła rejonu Benelux poświęconych umacnianiu relacji z Bogiem Ojcem, a zorganizowanych w Farnières w Belgii. Ich uczestnikami byli członkowie kręgów DK z Belgii, Holandii i Luksemburga.
Formuła rekolekcji, wpisujących się w duchowość Domowego Kościoła, pozwoliła mi głębiej je przeżyć. Wiele elementów, takich jak namiot spotkania, spotkania i modlitwy w małych grupach, czy dialog małżeński bezpośrednio nawiązywały do naszej codziennej formacji osobistej, małżeńskiej, rodzinnej oraz comiesięcznych spotkań w kręgach. Dzięki temu odczułem, że to, czego dowiaduję się bądź uświadamiam sobie podczas rekolekcji, silniej do mnie przemawia, gdyż w sposób naturalny wzmacnia mnie na drodze duchowej, jaką wybrałem wstępując do Domowego Kościoła.
Spośród konferencji, które wygłosili prowadzący (Ania i Rafał, Ela i Staszek oraz ks. Tomek), najbardziej przemówiła do mnie ta o rozeznawaniu woli bożej w naszym życiu. Codziennie dokonujemy wielu wyborów. Niejednokrotnie są to decyzje o długofalowych bądź dotykających wielu osób konsekwencjach. I każdy nasz wybór jest odpowiedzią na otrzymane przez na łaski, na nasze powołanie do świętości. A ponieważ wierzę, że Bóg ma wobec mnie konkretny plan i zaprasza mnie do jego realizacji to chciałbym jak najlepiej mu odpowiedzieć. Dziękuję prowadzącym za liczne wskazówki, które, mam nadzieję, mi w tym pomogą.

Paweł Dobosz