Świadectwo z Oazy

POWIEDZIELIŚMY TAK …
Na zakończenie oazy rekolekcyjnej, w dniu 24 sierpnia br. Sylwia i Ruprecht zawarli związek małżeński, wypowiadając swoje zobowiązanie w obecności kapłana i zgromadzonej wspólnoty rekolekcyjnej oraz bliskich. Poniżej zamieszczamy ich świadectwo, zachowując ichwypowiedzi w oryginale.
Sylwio i Ruprechcie, jeszcze raz, życzymy: Bożego błogosławieństwa na nowym etapie drogi życia!

W 2005 roku jesienią postanowiłam, że moja przygoda w Niemczech dobiega końca. Kończę pisanie pracy magisterskiej i na Boże Narodzenie wracam do Polski, aby tam już zostać. Tego dnia poznałam Ruprechta. Dumna z moich postanowień powiedziałam mu nawet o nich niewiele o tym myśląc. Jak bardzo się myliłam miało pokazać życie.
Nasze poznanie
Poznałem Sylwię pewnego wieczoru w październiku 2005 r. Byłem w domu i już chciałem iść spać, gdy kolega zadzwonił do mnie i spontanicznie zaprosił mnie do siebie na imprezę pożegnalną jego współlokatorki. Musiał mnie trochę przekonać („Chodź, będzie zabawa! Spać możesz jutro!”), ale w końcu poszedłem – Sylwia też była. Jak się okazało, była koleżanką tamtej współlokatorki. Patrząc z perspektywy czasu, można więc powiedzieć, że czasami warto pokonać lenistwo.
Im dłużej byłam z Ruprechtem tym mniej myślałam nad tym, co dalej, bo wszystko było takie proste. Jego szacunek dla mojej kultury i pochodzenia był bardzo duży.
Zaczęliśmy rozmawiać o wspólnym życiu. Szybko było jasne, że chcemy się pobrać. I tak 15.03.2007 r. wzięliśmy ślub cywilny i zaczęliśmy planować ślub kościelny, który miał odbyć się w Polsce, bo tam mieszka moja duża rodzina, a Ruprechta rodzina jest o wiele mniejsza. Ślub kościelny był dla mnie, jako katoliczki, ważny. Ruprecht był niechrzczony i wychowany w mniemaniu jego rodziców na ateistę. Bardzo mi się jednak podobało, że Rup nie przeszkadzał mi w chodzeniu do kościoła. Często pytał, co było na mszy i o różne rzeczy z Biblii. Nasze starania o ślub kościelny były bardzo intensywne. Ksiądz, który miał go nam udzielać znał sytuację i nie widział w niej problemu.
Ślub kościelny
Jesienią 2006 r. miałem odbyć praktykę w Dortmundzie na pół roku. Szybko dogadaliśmy się ze sobą, że też chcieliśmy przeprowadzić się razem. Na początku stycznia 2007 r. uświadomiliśmy sobie, że chcieliśmy być razem na zawsze, wie chcieliśmy się pobierać. Ślub cywilny załatwiliśmy bardzo szybko, z tym większym entuzjazmem wzięliśmy się do przygotowania ślubu kościelnego. Ze ślubem kościelnym nigdy nie miałem problemów; ja nie jestem chrzczony i byłem wychowany w domu ateistycznym. Ale już od początku byłem po prostu zainteresowany wszystkim, czym i Sylwia się interesowała. Do tego też należało temat jej wiary i znaczenia dla niej kościół. Jedyni, którzy mieli problem z ślubem kościelnym byli moi rodzice. Po całym szeregu zarzutów, długich rozmów i ostrych słów, ustąpiłem i w końcu wycofaliśmy się od ślubu. To było i dla Sylwii, i dla mnie bardzo bolesne. Od tego momentu moi rodzice nie chcieli akceptować nas takich, jakich jesteśmy. Oni z kolei wycofali się i nawet już nie chcieli poznać ich wnuczki, Emma, która urodziła się we wrześniu 2009 r. To wszystko miało ogromny wpływ na moje życie. Czułem się, jakby straciłem grunt pod nogami.
Glaubenskurs
W moim kryzysie szukałem spokoju i wsparcia. Razem z Sylwią, chodziłem do kościoła. To stało się niby naturalnie. To było dobry wybór, bo właśnie tam mogłem odprężyć raz w tygodniu i właśnie tam znalazłem spokój. To też było dobrze dla naszego małżeństwa, bo znaleźliśmy sobie pewną rutynę, niby wspólny rytuał. Chciałem dowiedzieć się więcej o wierze, dlatego wziąłem udział w kursie wiary w Katolickim Forum w Dortmundzie. Chodziło tam o wspólne rozmowy o temacie wiary z różnymi ludźmi, którzy też byli w poszukiwaniu.
Nigdy nie naciskałam na Rupa, żeby ze mną szedł do Kościoła. To stało się automatyczne. Myślę, ze na początku była to fascynacja językiem polskim, którego Rup się szybko nauczył.
W polskim Kościele poznaliśmy różne rodziny z dziećmi, ale między innym tez Magdę i Wojtka z Jasiem i Hanią. I oni nam powiedzieli o Kościele Domowym. I powiedzieli załóżmy krąg. Ja chciałam od razu, ale co na to Rup?
Osobiście chciałbym zachować to odczucie spokoju i stabilności, co znalazłem w kościele, wiążąc to ze spotkaniami naszych przyjaciół, których poznaliśmy w polskim kościele w Dortmundzie. Uważam, że Kościół Domowy jest na to idealny miejsce. Wiem, że nie tylko chodzi o to; jesteśmy dopiero na początku. Zobaczymy, jak będzie dalej – cieszymy się!
Kiedy zdecydowaliśmy, że my tez chcemy, dowiedzieliśmy się, że mogą tam być tylko rodziny w związku kościelnym. A my nie mieliśmy tego sakramentu. Ale dowiedzieliśmy się, że musimy o tym porozmawiać z ks. Jackiem Hermą i że on wkrótce będzie w Duisburgu, niedaleko nas. I TAK ZACZĘŁA SIE NASZA DROGA DO CARLSBERGU!
Nasza decyzja, że jedziemy do Carlsbergu była pewna. Magda i Wojtek powiedzieli, że tez jadą. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że oni tez z nami tam będą. I wtedy zadzwoniła Teresa, z propozycją od ks. Jacka
Dlaczego pojechaliśmy do Carlsbergu
Od czasu naszego odmówienia ślubu kościelnego sześć lat temu ciągle myślałem o nowym terminie. Mimo tych wszystkich trudności zawsze wiedziałem, że pewnego dnia będzie jeszcze czas na ślub kościelny. Sylwia już mi kilka razy trochę odpowiadała o rekolekcjach, ja nadal byłem ciekawy, więc skontaktowaliśmy się z Terenia z Kościoła Domowego i pojechaliśmy na tzw. dzień skupienia w Duisburgu. Tam porozmawialiśmy między innym z Basią o założeniu kręgu Kościoła Domowego i z ks. Jackiem o naszej sytuacji. Ks. Jacek z kolei nam zaproponował ślub kościelny w Carlsbergu, w ramach rekolekcji „Oaza”. Po kilka tygodni rozmyślenia decydowaliśmy się na „TAK”. Na szczęście nie za długo czekaliśmy, bo musieliśmy jeszcze załatwić dokumenty zgody od biskupa w Paderborn w ciągu czterech tygodni – pani sekretarka w parafii w Dortmundzie na to: „Wszyscy są na urlopie, zobaczymy, czy zdążymy…”. Było niby gra va banque – i wygraliśmy! Wszystko było załatwione na czas (jak nie, to chyba teraz tego nie bym pisał…) – teraz mieliśmy tylko pojechać do Carlsbergu. I dopiero wtedy zaczęło być naprawdę ciekawe…
Nasze przygotowanie do ślubu
Pojechaliśmy do Carlsbergu z zupełnie innymi, niby naiwnymi oczekiwaniami. Myśleliśmy sobie „No chyba trochę mszy, trochę modlitw, kilka rozmów i już będzie ślub.” Ale się pomyliliśmy – na szczęście. Przez tych dziesięć dni tak dużo nauczyłem się i o wierze i o sobie – było po prostu wspaniale, a to też dzięki tym wspaniałym ludziom, którzy tam poznaliśmy. Nasz ślub w końcu był ukoronowaniem naszego doświadczenia „Oazy”. Dziś nie wiem, jak nasze życie wyglądałoby bez Carlsbergu – w każdym razie byłoby trudniejsze i nudniejsze.
Mam nadzieję, że uda nam się zachować jak najdłużej wspomnienia z Carlsberg. Dostaliśmy wspaniałe prezenty! Zaufanie, wsparcie, wiarę i świadectwa, ze może się udać! Trzeba tylko zaufać! I pracować! My będziemy próbować wdrażać wiele rzeczy z Carlsberg w nasze życie.

Myślę, że nie byliśmy ostatni raz w Carlsberg!!!
DZIĘKUJEMY WAM KOCHANI ZA TO, ŻE TAM JESTEŚCIE I NA NAS CZEKACIE!!!
Sylwia i Ruprecht Lindhorst z Dortmund