Relacja ze Światowych Dni Młodzieży w Madrycie

Niezapomniana przygoda    

uż od lat cieszyłam się na ten dzień – dzień, w którym po raz pierwszy mogłam uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży. Z małą grupą carlsberskiej młodzieży dołączyliśmy się do grupy z diecezji Mainz i wyruszyliśmy na spotkanie z Papieżem w Madrycie. Po siedemnastogodzinnej podróży autobusem, licznych pieśniach i filmach, w końcu dotarliśmy do Miranda de Ebro, gdzie spędziliśmy pierwszy dzień. Poznaliśmy wielu nowych ludzi i tradycyjne hiszpańskie potrawy, do smaku których trzeba było się przyzwyczaić.

W Burgos przed katedrą spotkaliśmy na festiwalu wiele nowych twarzy z Kanady, Belgii, Włoch i innych krajów. Mimo tego wszyscy dzieliliśmy radość na spotkanie z Papieżem. Bawiliśmy i śmialiśmy się razem do późnej nocy. Około południa następnego dnia wyruszyliśmy do Tielmes – niewielkiej miejscowości pod Madrytem. Zostaliśmy tam przywitani przez bardzo miłych ludzi – nawet burmistrz odwiedził nas w hali sportowej i zorganizował nam wolny wstęp na basen. Pomagał nam również w innych trudnościach.

Autobusami i metrem dojeżdżaliśmy codziennie do Madrytu. Po wyjściu na powierzchnię z metra doznałam tzw. szoku kulturowego. Wszystko było pełne pielgrzymów. Wszyscy byli bardzo otwarci. My zwiedzaliśmy miasto i przygotowywaliśmy się na spotkanie z Papieżem. Niezwykłym przeżyciem była Msza na otwarcie ŚDM z wszystkimi 1, 7 milionami pielgrzymów.

Punkt szczytowy, czyli spotkanie z Papieżem na Quatros Vientos, był „mokry”, ale jednak bardzo ładny. Po tym jak przez cały dzień wyczekiwaliśmy deszczu, ten faktycznie spadł. Doprowadziło to nawet do przerwania spotkania z Ojcem Świętym. Na szczęście w nocy deszcz ustał i jak sardynki mogliśmy położyć się spać. Kolejny dzień to Msza święta z Papieżem i pakowanie się do domu.

Chcę jednak jeszcze opowiedzieć o przeżyciu, które zmieniło moje życie:

Była środa – pamiętam to bardzo dobrze. Planowaliśmy rozluźniony wieczór na meksykańskim koncercie. Mieliśmy dużo radości i również tam nawiązaliśmy nowe znajomości. Gdy zaczęło się robić ciemno, postanowiliśmy wrócić do naszej kwatery. Standartowa trasa: autobus – metro. Gdy wysiedliśmy, kilku policjantów zwróciło nam uwagę, że nie możemy wyjść z metra, bo na górze mają miejsce demonstracje. „Jest niebezpiecznie” – mówili. My jednak podążyliśmy dalej. Wszyscy byli zaniepokojeni, tylko nie ja, ponieważ myślałam, że tak strasznie nie będzie. Nie wiedziałem, co nas oczekiwało. Protesty widziałem w telewizji i nigdy nie wyobrażałam sobie, by mogły one być tak straszne. Po pewnym czasie nasza grupa została sama – z góry dobiegały krzyki, i nasze zaniepokojenie wzrastało.

Razem z kilkoma innymi pielgrzymami wyszliśmy na powierzchnię i trzymając się za ręce przechodziliśmy między agresywnie zachowującym się tłumem. To była moja osobista Droga Krzyżowa. Opluta przez ludzi pełnych nienawiści, widziałam w ich twarzach zło. Szliśmy z pochylonymi głowami. W końcu Szymon z Cyreny, w postaci policjanta, pomógł nam wydostać się z tego tłumu. Wielu z nas płakało, a ja bałam się o moją siostrę. W pewnym momencie poczułam jednak, że Ktoś nad nami czuwa i nas chroni mówiąc: „Jestem z Tobą, wszystko będzie dobrze. Zaufaj mi!” Ostatecznie szczęśliwie dotarliśmy do miejsca zakwaterowania. Ten wieczór dał mi jeszcze więcej siły i zmienił moje życie. To były moje pierwsze, jednak na pewno nie ostatnie Światowe Dni Młodzieży.

Dziękuję Bogu za ten czas! Adios Amigos!

Julia