Fos-Dzoe – reaktywacja

Nazywam się Wojtek i jestem klerykiem studiującym w Sankt Georgen we
Frankfurcie. Moja przygoda z oazą rozpoczęła się jak miałem 12 lat, czyli już 14
lat temu od Oazy Dzieci Bożych drugiego stopnia. Od tamtego czasu, co roku
uczestniczyłem w rekolekcjach wakacyjnych i pracy formacyjnej w ciągu roku,
najpierw jako uczestnik, później posługując jako animator. W 2004 roku wstąpiłem
do Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Siedleckiej i jeszcze przez trzy lata
mojego pobytu tam byłem mocno związany z Ruchem. Moja posługa stała się trudniejsza,
gdy w 2007 roku wyjechałem do Frankfurtu, by tam kontynuować formację
seminaryjną. Mój udział w oazach wakacyjnych w mojej diecezji był niemożliwy,
ze względu na egzaminy trwające prawie do sierpnia.
Tęsknota za oazami pozostawała we mnie jednak wciąż żywa.
Otrzymałem od Ruchu tak wiele, że wciąż chciałem się tym dzielić
z innymi i to pragnienie było we mnie z każdym rokiem coraz większe.
Wprawdzie słyszałem o ośrodku oazowym w Carlsbergu, ale nie
miałem z nikim z tego środowiska kontaktu i aż do tego roku nie dotarłem
do Carlsbergu. Drogę na oazę ewangelizacyjno – formacyjną „Jezus
Chrystus”, na której posługiwałem w tym roku, nazwałbym Bożą interwencją.
Ubiegłego lata do Frankfurtu na studia przyjechał kleryk Grzegorz Bielak,
który już wcześniej przyjeżdżał do Carlsbergu.
Stało się to dla mnie okazją, by odwiedzić i poznać miejsce śmierci naszego założyciela,
Sługi Bożego Księdza Blachnickiego.
Przyjechałem więc wraz z Grzegorzem na Niedzielę Palmową i wtedy też
poznałem Panie z Diakonii Stałej. Przy jakiejś rozmowie okazało się, że potrzeba
osób do posługi na tegorocznej oazie młodzieżowej. Bardzo się ucieszyłem, że może
będzie to okazja zrealizować to pragnienie, które we mnie było. Nie wiedziałem
jednak, jak poukłada sie sytuacja z egzaminami i terminami na uczelni, więc trudno
było mi od razu udzielić konkretnej odpowiedzi. Po kilku tygodniach wszystko się
wyklarowało i zadeklarowałem moją gotowość posługi na oazie. Szczerze mówiąc
miałem w sercu wielką radość, ale też trochę niepewność, czy po długiej przerwie
na nowo odnajdę się w środowisku oazowym. Już po pierwszym dniu oazy zobaczyłem,
że ducha oazowego się nie traci. Teraz widzę te minione rekolekcje, jako moją reaktywację oazową. Była to moja
12. oaza w życiu, ale bardzo szczególna. Podczas gdy filozofowie łamią głowy szukając
dowodów na istnienie Boga, ja znalazłem taki dowód na tych rekolekcjach. W ciągu
siedmiu dni oazy można było zobaczyć jak siedemnaście młodych osób odkrywa
przyjaźń z Jezusem, jak z dnia na dzień coraz bardziej otwierają się na modlitwie
i uczą się rozmawiać z Bogiem. Myślę, że ta oaza była też bardzo specyfi czna, ze
względu na małą liczbę uczestników. To pozwoliło na lepsze poznanie się i większe
zaufanie do siebie nawzajem, przez co dało się poczuć prawdziwą wspólnotę braci
i sióstr w Chrystusie.
Dla mnie był to czas duchowego ożywienia właśnie przez to, że Pan niemalże
od razu pokazywał owoce naszej posługi, którą były liczne katechezy, szkoła modlitwy,
spotkania w grupach, wieczory modlitewne, itd. W centrum każdego dnia
stała oczywiście Eucharystia. Obserwując duchowy wzrost tych ludzi serce samo
wyrywało się do dziękczynienia. Jestem wdzięczny
Bogu za to, że zaprowadził mnie na te rekolekcje.
Mam też nadzieję, że była to moja pierwsza, ale nie
ostatnia oaza w Carlsbergu.
Chwała Panu! Kl. Wojciech Kaszczyc