Carlsberg w Brukseli – 5.02.2013

Słowa Pisma Świętego ukazują historię życia wielu ludzi, i tym samym odzwierciedlają elementy uniwersalne dla historii życia każdego człowieka. Ukazują też odpowiedź i propozycję, jaką Pan Bóg ma na każde ludzkie życie. W opowieści o siewcy (Łk 8, 4-15) Pan Jezus pokazuje jak działa Słowo Boże i jak różnorodnie jest ono przyjmowane przez słuchaczy. W zależności od tego, na ile jesteśmy otwarci na Słowo Boże, w takim stopniu może ono działać i przynosić owoce w naszym życiu. Siejący siewca jest hojny w zasiewaniu; słowa Boże są kierowane do wszystkich ludzi.

Pierwszą grupą ludzi słuchających Słowa są Ci, w których się ono nie zakorzenia. Do zakorzenienia Słowa w ludzkim życiu trzeba czasu. Zatrzymanie się, czas na ważne sprawy, to przejaw szacunku do samego siebie. Ja jako człowiek jestem darem dla samego siebie, i właśnie z szacunku dla daru mojego własnego życia powinienem mieć czas na zatrzymanie się nad najważniejszymi sprawami mojego życia. Wyrazem takiego zatrzymania powinno być poszukiwanie ciszy zewnętrznej, która pozwala wejść w głąb siebie i odnaleźć ciszę mojego wnętrza, w której mogę słyszeć głos Boga. To właśnie w tej głębi i ciszy mojego wnętrza Pan Bóg może zakorzeniać swoje Słowo i budować na nim moje życie.

Drugą grupą słuchaczy są Ci, którzy zatrzymują się nad Słowem Boga, nawet je przyjmują, ale odstępują od niego w chwilach próby, w chwilach pokusy. To odstąpienie od Słowa w chwilach pokusy pokazuje jak ważna jest znajomość swoich słabości i własnej podatności na zło. Taka znajomość pozwala rozpocząć pracę nad sobą, powierzyć Bogu to, co nas przekracza, bardziej świadomie kierować swoim życiem i dokonywać lepszych wyborów w trudnych momentach życia. Odkrywanie swojej sytuacji, odkrycie prawdy o sobie i ciągłe stawanie w prawdzie, jest otwieraniem się na Słowo Boże i dawaniem mu szansy przemieniania tego co słabe w nas.

Ziarno które padło pomiędzy ciernie oznacza tych, którzy słuchają Słowa, ale zostaje ono zagłuszone przez trzy bardzo konkretne powody: przez troski, bogactwa i  przyjemności życia.

Zapatrzenie w nasze osobiste troski powoduje, że nie widzimy troszczącego się o nas Boga. Mamy dać priorytet Osobie Boga, a nie traktować Go jako tego, z którym mamy coś załatwić; najpierw usłyszeć i spotkać Go w szczerym dialogu. Przed Bogiem powinienem stawać bez-troski (pozastawiając je w zaufaniu na progu modlitwy, by nie nosić ich o własnych tylko siłach), bo Pan Bóg zna całość moje życiowej sytuacji, więc dobrze orientuje się również w moich kłopotach. Jedyne troski, którymi naprawdę warto się przejmować to te, które powierza mi sam Bóg (te które tak własnie zobaczę spotykając Boga). Wtedy stajemy się prawdziwie odpowiedzialni, gdy wsłuchamy się w Boga i pozwolimy, by On ujawnił nam swoje troski, a my jesteśmy gotowi podjąć je i zaangażować się w zaradzenie im.

Oprócz trosk Słowo Boże kierowane do nas może być też zagłuszone poprzez bogactwo. Bogactwo w szerszym sensie to to co ma dla mnie wartość. Chrześcijanie są wezwani do tego, by posiadać tak jakbym nie posiadali, by nie zawłaszczali tego co im powierzone i aby odkrywali, że jedynym ich bogactwem prawdziwie niezniszczalnym jest ich własna relacja z Bogiem, są skarby niesione w sercu. Żadne rzeczy, żadne osoby nie mogą być ostatecznym punktem odniesienia dla nas, a jedynym takim odniesieniem powinien być sam Bóg. Warto zadawać sobie systematycznie pytanie, czy On rzeczywiście jest na pierwszym miejscu w moim życiu?

Również przyjemności życia mogą zagłuszyć w nas prawdę Słowa Bożego. Gdy przyjemności same w sobie nie są niczym złym czy niewłaściwym, w dzisiejszym świecie często prowadzą do swojego rodzaju „znieczulenia” i stają się substytutem zastępującym prawdziwe relacje z Bogiem i innymi ludźmi, ostatecznie i tak nie przynosząc nam głębszej satysfakcji. Pocieszanie i karmienie zmysłów poprzez przyjemności może powodować, że stają się one coraz bardziej nienasycone. A to doskonalenie w człowieczeństwie poprzez otwarcie na Słowo i działanie Boga prowadzi do prawdziwego i głębokiego smakowania świata.

Wreszcie ziarno, które trafia na żyzną glebę przynosi plon. Ta sytuacja oznacza zatrzymanie Bożego Słowa i życie nim. Oznacza ofiarowanie Bogu czasu, oznacza wyjście z doświadczenia szybkiego tempa codziennego życia i wytrwałą, cierpliwą pracę nad sobą, w obecności pochylającego się nad nami Boga. Ziarno przynoszące plon to współpraca z Bogiem poprzez dawanie mu czasu i mojego własnego aktywnego uczestnictwa w procesie, którym On sam kieruje i w którym osobiście dba, by ziarno zakiełkowało.

Wezwanie z listu do Hebrajczyków (Hbr 3, 7-19) do nie zatwardzania serc na Słowo Boże pokazuje, że zewnętrzne uwolnienie (wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej) wcale nie musi oznaczać wewnętrznej wolności, pozwalającej na podążenie za Słowem Boga. Wewnętrzna wolność oznacza zaufanie Bogu. Taka droga wolności  często okazuje się trudniejsza od drogi życia w niewoli. Bóg zachęca nas, aby nie rezygnować z odpowiedzialności za swoją wolność i w efekcie za kształt własnego życia. A odpowiedzialność za swoje życie powinna przejawiać się w gotowości podążenia za prawdą Słowa Boga, który ma moc wprowadzenia nas do Ziemi Obietnic.

Aby ziarno przyniosło plon, trzeba nam ciągłego zatrzymywania się i otwierania się na misterium naszego ziemskiego życia, a poprzez to na misterium życia wiecznego. Nasze przemijanie nabiera sensu, gdy łączymy je z Bogiem który w naszym „dziś” daje nam swoją wieczność. A serce ludzkie szukające Boga i jego Słowa staje się bramą prowadząca do tej wieczności.

Justyna P.

(Opracowane na podstawie konferencji księdza Jacka Hermy w Brukseli, 5 lutego 2013, w trakcie spotkania Grupy Biblijnej działającej przy Polskiej Misji Katolickiej).